Prolog



Link 26.12.2011 :: 19:48 Komentuj (9)

Ciężko mi będzie wrócić do takiego pisania jak kiedyś, może dlatego, że porzuciłam to na tak długi okres czasu. Proszę dlatego was o szczere komentarze odnośnie tekstu, pozwoli mi to naprawiać następne błędy. Zapraszam do czytania.

Za oknami powoli zapadał zmrok, szalejący wiatr wyginał drzewa, obracał skrzydła wiatraków, po czym wpadał w trawy na polu i chował się gdzieś w leśnej gęstwinie. Niektórzy wychodzili do gospody, by napić się po ciężkim dniu pracy, inni potulnie wracali do domów. Powoli zaczęły gasnąć światła. Cienie kładły się na parapetach i chowały po kątach izb. Na skraju wioski, przy lesie stała jednak chata, w której dalej było jasno. Ciekawski wiatr przemknął między szparami i wdarł się do środka. Pomieszczenie było skromnie urządzone, szerokie łoże, drewniany stół, z dużą ilością wystających sęków i półka, na której stały teraz dwie świece. Kapiący wosk wydobywał z siebie słodki zapach, który unosił się w powietrzu. Za drzwiami słychać było głośne stukanie butów i kobiecy krzyk, zaburzający spokój wieczoru. 

 - Chodźcie z tym tutaj! - Mężczyzna wpadł do izby niosąc stos ręczników, położył je na stole i wrócił, by pomóc dwóm starszym kobietom nieść metalową wanienkę z ciepłą wodą.
W drzwiach stanęła jego żona. Była w ciąży i dopadły ją już pierwsze skurcze. Podparła się dłonią o framugę i wydobyła z siebie kolejny niekontrolowany krzyk bólu. Pot skleił jej długie włosy, a także sprawił, że lekka szata przywarła do jej krągłego ciała.
- Pomogę ci - zaproponował mężczyzna. Pozwolił, by wsparła mu się na ramieniu i położył ją ostrożnie na łóżku.
- Teraz wyjdź – sapnęła staruszka.
Spojrzał na nią, na jej liczne zmarszczki i siwe włosy opadające na wychudłą twarz.
- Chcę zostać - powiedział i podszedł do łóżka, gdy żona krzyknęła po raz kolejny.
- Wyjdź. Mężczyzna nie może brać przy tym udziału, dobrze o tym wiesz. - Akuszerka wytarła pot ściekający kobiecie po czole, druga zaczęła wieszać w izbie zioła, mające przynieść według wierzeń, zdrowie nowo narodzonemu dziecku.
- Będę tuż za drzwiami. - Mężczyzna pocałował dłoń żony i niechętnie wyszedł, zostawiając ją z dwiema kobietami.
Chodził tam i z powrotem po korytarzu. Zaczął liczyć kroki, by w jakiś sposób się uspokoić, ale każdy krzyk wzmagał kolejną falę zdenerwowania i niepokoju. Zatrzymał się i spojrzał w lustro. Krótkie, ciemne włosy miał rozczochrane, oczy ze zmęczenia były podkrążone, a zarost, którego nie miał w zwyczaju zostawiać, urósł teraz znacząco. Jego zmartwienia stały się widoczne, bał się o zdrowie dziecka i żony, nie spał po nocach, starał się w ciągu dnia być blisko niej, by w każdym momencie udzielić jej pomocy. Było to jego obsesją, wiedział, że ona wkrótce się skończy i to radowało jego zmęczone ciało.
Za drzwiami rozległ się krzyk, krzyk nowo narodzonej istoty. Mężczyzna wahał się przez chwilę, ale wyszedł z domu i stanął na podwórzu. Zimny wiatr wpadł mu pod białą koszulę i sprawił, że wstrząsnął nim dreszcz. Zapadła już noc, ciemność zawładnęła okolicą, tylko delikatna łuna unosiła się nad murami miasta. On stał i czekał. Stukot kopyt o suchą ziemię wyrwał go z zamyślenia, koń spokojnie wkroczył na podwórze, stanął przed nim, a mag zeskoczył z siodła. Ściągnął kaptur, ciemnozielona szata zawirowała w podmuchu wiatru. Ukłonił się i rzekł:
- Czuję, że nowe życie pojawiło się w tej chacie. Wpuścisz mnie do środka gospodarzu?
- Wejdź mistrzu. - Odsunął się od drzwi, by mag mógł przejść.
Było tak odkąd pamiętał, magowie zawsze pojawiali się przy narodzinach, byli przy jego, a także tych najstarszych z wioski. Wypatrywali na ciele nowo narodzonych znamion, które podobno miały w sobie cząstkę magii. Dziecko, które je posiadało mogło stać się w przyszłości uzdrowicielem bądź, w przypadku większego stężenia mocy – magiem. Ostatnimi czasy los tych niemowląt z góry został przesądzony, od chwili narodzin wiadome było, jaka będzie ich przyszłość. Rodzic przestał wybierać dla nich drogę, pałeczkę przejął z niewiadomych przyczyn król.
Mag wszedł do pomieszczenia, w którym leżała wyczerpana kobieta. Tuliła do piersi zawinięte w sukna niemowlę. Kwiliło cicho. Podniosła wzrok i spojrzała na przybysza, poczuła strach. Bała się dać temu rosłemu mężczyźnie swego syna, choć wiedziała, że on go tylko obejrzy.
- Mogę go zobaczyć?
Podszedł do łóżka i wyciągnął dłoń w jej stronę. Spokojna nuta w jego głosie nie pozwalała jej mu odmówić. Bez słowa położyła malucha na jego wielkich dłoniach. Mag podniósł je do góry, odwinął z materiału i zaczął dokładnie oglądać jego drobne ciałko. Zauważył na szyi drobną, czerwoną plamkę. Uśmiechnął się i oddał kobiecie dziecko.
- Wrócę po niego w dniu, kiedy stanie się mężczyzną i będzie gotowy przyjąć naukę. Będzie z niego dobry uzdrowiciel.
Odwrócił i się i wyszedł z izby. Kobieta zaniosła się płaczem, nie mogła znieść myśli, że odbiorą jej jedynego syna.